Zweryfikowane klinicznie
Treść artykułu została zweryfikowana przez zespół specjalistów Centrum Psychologicznego Sztuka Harmonii.
Teoria przywiązania Johna Bowlby'ego - podstawy
Teoria przywiązania Bowlby'ego jest dziś jednym z najczęściej cytowanych modeli w psychologii rozwojowej i klinicznej - i jednocześnie jednym z najczęściej spłycanych. W popularnych streszczeniach zostaje z niej lista czterech „typów”, quiz z internetu i przekonanie, że o wszystkim zdecydowała matka. John Bowlby budował natomiast coś innego: opis systemu biologicznego, który steruje tym, co robimy, gdy jest nam źle i szukamy kogoś bliskiego. Ten tekst porządkuje podstawy - skąd wzięła się teoria przywiązania, jakie są jej kluczowe pojęcia, co potwierdziły badania i gdzie leżą jej granice.
Kim był John Bowlby i z czego wyrosła jego teoria
John Bowlby (1907-1990) był brytyjskim psychiatrą i psychoanalitykiem. Punktem wyjścia dla jego pracy była obserwacja kliniczna, a nie laboratorium. W pracy o czterdziestu czterech nieletnich złodziejach (Bowlby, 1944, International Journal of Psycho-Analysis) opisał grupę młodych pacjentów, u których wcześniejsze, długie rozdzielenia z opiekunami występowały wyraźnie częściej niż w grupie porównawczej. To był zaczyn pytania, które zajęło mu resztę życia: co dokładnie robi z dzieckiem utrata i niedostępność bliskiej osoby.
W 1951 roku Bowlby przygotował dla Światowej Organizacji Zdrowia raport o zdrowiu psychicznym dzieci pozbawionych opieki rodzicielskiej. Kolejne dwie dekady poświęcił budowaniu teorii, którą opublikował w trylogii Attachment and Loss: tom pierwszy o przywiązaniu (1969), drugi o rozdzieleniu (1973), trzeci o stracie (1980).
Nowatorskie było źródło, z którego czerpał. Bowlby wyszedł poza psychoanalizę i sięgnął do etologii, czyli biologii zachowania. Zainspirowały go obserwacje wdrukowania u ptaków opisane przez Konrada Lorenza oraz eksperymenty Harry'ego Harlowa (1958) z małpami rezusami, które w sytuacji lęku wybierały miękką atrapę matki zamiast drucianej konstrukcji z butelką mleka. Wniosek był wywrotowy jak na tamte czasy: więź z opiekunem nie jest skutkiem ubocznym karmienia. Jest osobną, pierwotną potrzebą.
Przywiązanie jako system, a nie uczucie
Najważniejsza zmiana perspektywy, jaką wprowadził Bowlby, polega na tym, że przywiązanie nie jest w tym ujęciu emocją ani cechą osobowości. Jest systemem behawioralnym - zestawem reakcji, które włączają się w określonych warunkach i wyłączają, gdy warunki się zmienią.
System przywiązania uruchamia się, gdy pojawia się zagrożenie: choroba, zmęczenie, lęk, obcy kontekst, nieobecność opiekuna. Jego celem nie jest „miłość”, tylko bliskość - fizyczna u małego dziecka, także symboliczna u dorosłego. Gdy bliskość zostaje odzyskana i organizm wraca do równowagi, system się wycisza i włącza się inny, nazywany przez Bowlby'ego systemem eksploracji: dziecko odchodzi się bawić, dorosły wraca do swoich spraw.
To wyjaśnia coś, co w relacjach bywa mylące. Osoba, która przez pół roku funkcjonuje samodzielnie i nie ma żadnych „potrzeb przywiązaniowych”, może w tygodniu po diagnozie choroby albo po utracie pracy zacząć zachowywać się zupełnie inaczej. Nie zmieniła się jej osobowość - zmieniło się to, czy system jest włączony.
Szukasz pomocy specjalisty?
10-minutowa konsultacja telefoniczna
Porozmawiaj bezpłatnie z psychologiemBezpieczna baza i bezpieczna przystań
Dwa pojęcia z tej teorii weszły na stałe do praktyki klinicznej i oba pochodzą od Mary Ainsworth, współpracowniczki Bowlby'ego.
- Bezpieczna przystań (safe haven) - opiekun jako miejsce, do którego się wraca, gdy jest źle. Funkcja regulacyjna: tu napięcie zostaje ukojone.
- Bezpieczna baza (secure base) - opiekun jako punkt, od którego się odchodzi. Funkcja eksploracyjna: dziecko bada świat tym śmielej, im pewniej wie, że ma dokąd wrócić.
To rozróżnienie ma bezpośrednie przełożenie na dorosłość. Dobrze funkcjonująca relacja nie polega na tym, że jesteście ciągle razem, tylko na tym, że oboje potraficie pełnić obie role - i przyjąć drugą osobę, gdy przychodzi w kryzysie, i nie blokować jej, gdy chce coś zrobić samodzielnie. Brak bezpiecznej bazy nie wygląda jak dramat, tylko jak zawężone życie: mniej ryzyka, mniej zmian, mniej prób.
Wewnętrzne modele operacyjne
Bowlby zakładał, że powtarzalne doświadczenia z opiekunem układają się w dziecku w coś w rodzaju mapy - zestaw oczekiwań, które później stosuje się automatycznie. Nazwał to wewnętrznymi modelami operacyjnymi (internal working models). Mapa ma dwie osie: przekonanie o sobie („czy jestem kimś, komu warto pomóc”) i przekonanie o innych („czy ktoś przyjdzie, jeśli poproszę”).
Trzy cechy tych modeli tłumaczą, dlaczego wzorce relacyjne bywają tak trwałe:
- Działają poza świadomością. Nie są przekonaniem, które się rozważa - są domyślnym założeniem, z którym wchodzi się do pokoju.
- Kierują uwagą. Jeśli model mówi „zostanę porzucony”, człowiek szybciej wychwyci sygnały dystansu niż sygnały zainteresowania. To nie jest złośliwość ani przewrażliwienie, tylko filtr percepcyjny.
- Są samopotwierdzające. Wycofanie się w obawie przed odrzuceniem często realnie zniechęca drugą stronę, co model odczytuje jako dowód swojej słuszności.
Bowlby używał słowa „operacyjne” celowo. Model ma być aktualizowany przez nowe doświadczenia - i bywa aktualizowany, tylko wolniej, niż chcielibyśmy.
Protest, rozpacz, odłączenie
Razem z Jamesem Robertsonem Bowlby obserwował małe dzieci rozdzielone z rodzicami na czas hospitalizacji. Opisali sekwencję trzech faz: protest (płacz, poszukiwanie, złość), rozpacz (wycofanie, apatia, bierność) i odłączenie (pozorny powrót do normy, ale z obojętnością wobec powracającego rodzica).
Ta trzecia faza była kluczowa dla całej teorii. Personel szpitalny odczytywał ją wtedy jako poprawę - dziecko przestało płakać, więc „przywykło”. Bowlby twierdził, że to nie jest adaptacja, tylko obronne wyłączenie potrzeby, która nie mogła zostać zaspokojona. Ten sam mechanizm wraca później w opisie dorosłego unikania: spokój na zewnątrz nie zawsze oznacza spokój w środku. Piszemy o tym szerzej w tekście o objawach unikającego stylu przywiązania.
Mary Ainsworth i Obca Sytuacja - jak teorię sprawdzono
Teoria Bowlby'ego stałaby się kolejną ciekawą hipotezą, gdyby nie Mary Ainsworth, która zbudowała do niej narzędzie badawcze. Procedura Obcej Sytuacji to ustandaryzowana, około dwudziestominutowa sekwencja krótkich rozstań i powrotów opiekuna w nieznanym pokoju. Kluczowe dla oceny nie jest to, jak bardzo dziecko płacze przy wyjściu, tylko co robi przy powrocie.
Na tej podstawie Ainsworth i współpracownicy (Patterns of Attachment, 1978) opisali trzy wzorce: bezpieczny, unikający i lękowo-ambiwalentny. Czwarty, zdezorganizowany, dodały później Mary Main i Judith Solomon (1990) - to wzorzec, w którym dziecko nie ma spójnej strategii, bo osoba, która powinna koić, bywa też źródłem lęku.
Dwie rzeczy warto dopowiedzieć. Po pierwsze, rozkład tych wzorców w badaniach międzykulturowych (van IJzendoorn i Kroonenberg, 1988, Child Development) okazał się dość podobny w różnych krajach, choć z widocznymi różnicami lokalnymi - co osłabia tezę, że to wyłącznie artefakt kultury zachodniej. Po drugie, wzorzec z Obcej Sytuacji opisuje konkretną relację, a nie dziecko jako takie: to samo dziecko może mieć inny wzorzec z matką i inny z ojcem.
Od niemowlęctwa do dorosłości
Przeniesienie teorii na dorosłe relacje romantyczne zaproponowali Cindy Hazan i Phillip Shaver (1987, Journal of Personality and Social Psychology). Ich hipoteza brzmiała: miłość romantyczna jest procesem przywiązaniowym, a partner pełni funkcje, które wcześniej pełnił opiekun. Kilka lat później Kim Bartholomew i Leonard Horowitz (1991) zaproponowali model czteroelementowy, oparty właśnie na modelu siebie i modelu innych.
Od tamtego czasu badania przesunęły się w stronę pomiaru wymiarowego zamiast kategorii - zamiast pytać „który typ”, mierzy się natężenie lęku przed odrzuceniem i natężenie unikania bliskości. Jak to wygląda w praktyce i czym różnią się poszczególne wzorce, opisujemy w przewodniku o stylach przywiązania i ich rodzajach.
Czy wzorzec z dzieciństwa przewiduje dorosłość? Częściowo. Metaanaliza Fraleya (2002, Personality and Social Psychology Review) wskazuje na umiarkowaną stabilność przywiązania w czasie - wystarczającą, by mówić o realnej ciągłości, i zdecydowanie za małą, by mówić o przesądzeniu. Badania nad przekazem międzypokoleniowym (Verhage i wsp., 2016, Psychological Bulletin) pokazują z kolei, że wzorzec rodzica wiąże się z wzorcem dziecka, ale znaczna część tej zależności pozostaje niewyjaśniona.
Czego teoria przywiązania nie wyjaśnia
Uczciwy opis teorii musi zawierać jej ograniczenia, bo w popularnym obiegu znikają one pierwsze:
- Nie jest teorią wszystkiego. Temperament, genetyka, wydarzenia losowe, sytuacja ekonomiczna rodziny i późniejsze relacje rówieśnicze mają własny udział, którego przywiązanie nie zastępuje.
- Nie orzeka o winie rodzica. Bowlby był krytykowany za akcent położony na matkę, a późniejsze prace pokazały, że dziecko tworzy sieć przywiązań - do ojca, dziadków, opiekunek.
- Styl to nie diagnoza. Unikający czy lękowy wzorzec nie jest jednostką chorobową. Od zaburzeń przywiązania w rozumieniu klasyfikacji medycznych dzieli go bardzo dużo - piszemy o tym w artykule o tym, kiedy więź staje się zaburzeniem.
- Nie zastępuje kontekstu. Jeśli ktoś się wycofuje, bo w relacji dzieje się krzywda, to nie jest kwestia stylu przywiązania, tylko realnej sytuacji, którą trzeba ocenić osobno.
Po co to wiedzieć na co dzień
Praktyczna wartość teorii przywiązania nie polega na przyklejeniu sobie etykiety. Polega na tym, że daje język do opisania czegoś, co wcześniej wyglądało na charakter: „znowu się wycofałem” zamienia się w „mój system przywiązania odczytał tę rozmowę jako zagrożenie i włączył strategię, która kiedyś była potrzebna”. Z takiego opisu da się coś zrobić, a z „taki już jestem” - niewiele.
W psychoterapii ta perspektywa jest wykorzystywana wprost: relacja z terapeutą bywa pierwszym miejscem, w którym stare oczekiwania wobec bliskości zostają wystawione na nowe doświadczenie. Metaanaliza Levy'ego i współpracowników (2018, Journal of Clinical Psychology) wykazała, że w toku psychoterapii przywiązanie przesuwa się w stronę większego bezpieczeństwa, a zmiana ta wiąże się z efektem leczenia. To proces liczony w miesiącach, nie w sesjach.
Kiedy warto porozmawiać ze specjalistą
Sama znajomość teorii nie jest powodem do terapii. Powodem bywa to, co się powtarza: podobny scenariusz w kolejnych związkach, silna reakcja na rozstania, trudność w proszeniu o pomoc albo w przyjmowaniu jej, poczucie, że bliskość męczy bardziej, niż daje.
W Centrum Psychologicznym Sztuka Harmonii w Gdańsku pracujemy z wzorcami relacyjnymi w ramach psychoterapii indywidualnej, a gdy trudność dotyczy konkretnej relacji - także w terapii par. Pierwszym krokiem jest zwykle rozmowa, na której wspólnie ustalamy, czy i jaka forma pomocy ma w Twojej sytuacji sens. Telefon: 732 059 980.
Ten artykuł ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą ani diagnozy. Jeśli opisane trudności utrudniają Ci codzienne funkcjonowanie, umów się na spotkanie.


