Zweryfikowane klinicznie
Treść artykułu została zweryfikowana przez zespół specjalistów Centrum Psychologicznego Sztuka Harmonii.
Lękowy i unikający styl przywiązania w jednym związku
Kiedy lękowy i unikający styl przywiązania spotykają się w związku, powstaje układ, który obie strony opisują niemal identycznie i jednocześnie zupełnie inaczej. Jedna osoba mówi: „ona ciągle czegoś ode mnie chce, nie mam chwili spokoju”. Druga: „on się zamyka, nie wiem, co się dzieje, czuję się sama”. Oboje mają rację co do faktów i oboje mylą się co do intencji drugiej strony. Ten tekst opisuje mechanizm tego cyklu i to, co realnie da się z nim zrobić.
Dlaczego akurat ta para spotyka się tak często
Intuicja podpowiada, że osoba bojąca się porzucenia powinna szukać kogoś maksymalnie stabilnego i dostępnego. W praktyce dzieje się inaczej. Przyczyn jest kilka i wszystkie są dość prozaiczne.
Po pierwsze, osoba z wysokim unikaniem bliskości bywa na początku bardzo atrakcyjnym partnerem: jest niezależna, nie naciska, nie przytłacza. Po drugie, jej wycofanie uruchamia u drugiej strony system przywiązania, a silne pobudzenie łatwo pomylić z intensywnym uczuciem. Po trzecie, obie strony dostają w tym układzie coś, co potwierdza ich dotychczasowy obraz relacji: osoba lękowa - dowód, że bliskość jest niepewna, osoba unikająca - dowód, że bliskość oznacza presję.
Warto dodać, że ten układ bywa zaskakująco trwały. Kirkpatrick i Davis (1994, Journal of Personality and Social Psychology) obserwowali pary przez kilka lat i stwierdzili, że związki złożone z osoby lękowej i osoby unikającej nie rozpadały się częściej niż inne, mimo że ich uczestnicy oceniali jakość relacji niżej. Trwałość i satysfakcja to nie to samo.
Co się dzieje w środku: hiperaktywacja kontra dezaktywacja
Mikulincer i Shaver w podsumowaniu badań nad przywiązaniem w dorosłości (Attachment in Adulthood, wyd. 2, 2016) opisują dwie przeciwstawne strategie radzenia sobie z napięciem w więzi.
- Hiperaktywacja (styl lękowy): układ alarmowy zostaje wzmocniony. Uwaga zawęża się do sygnałów zagrożenia, rośnie potrzeba kontaktu, pojawia się nacisk na natychmiastowe wyjaśnienie sytuacji.
- Dezaktywacja (styl unikający): układ alarmowy zostaje wyciszony. Potrzeby bliskości są minimalizowane, emocje odsuwane, dystans zwiększany, żeby obniżyć pobudzenie.
To nie są przeciwne uczucia, tylko przeciwne sposoby obchodzenia się z tym samym uczuciem - niepewnością co do trwałości więzi. Pełną listę przejawów opisujemy w artykule o objawach lękowego stylu przywiązania, a to, co pomaga drugiej stronie, w tekście o tym, jak wspierać partnera z lękowym stylem przywiązania.
Kluczowy problem polega na tym, że obie strategie wzajemnie się napędzają. Zbliżenie się osoby lękowej podnosi pobudzenie u osoby unikającej, więc ta zwiększa dystans. Zwiększony dystans podnosi pobudzenie u osoby lękowej, więc ta zbliża się mocniej. Każdy krok ma sens z perspektywy tego, kto go wykonuje, i jest katastrofalny z perspektywy drugiej osoby.
Szukasz pomocy specjalisty?
10-minutowa konsultacja telefoniczna
Porozmawiaj bezpłatnie z psychologiemAnatomia jednej kłótni
Badacze komunikacji w parach nazywają ten wzorzec cyklem żądania i wycofania (Christensen i Heavey, 1990). Metaanaliza Schrodta, Witta i Shimkowskiego (2014, Communication Monographs) wykazała, że wiąże się on z niższą satysfakcją ze związku po obu stronach - nie tylko u osoby, która czuje się odrzucona.
Typowy przebieg wygląda tak:
- Bodziec. Zwykle drobny: krótsza odpowiedź, zmiana planów, zapowiedź wyjazdu służbowego.
- Zgłoszenie. Osoba lękowa próbuje odzyskać kontakt: pyta, co się stało, proponuje rozmowę, prosi o zapewnienie.
- Wycofanie. Osoba unikająca odbiera to jako presję i reaguje skróceniem kontaktu: zdawkowa odpowiedź, wyjście do innego pokoju, „nie ma o czym gadać”.
- Eskalacja. Wycofanie potwierdza najgorsze przewidywania drugiej strony. Ton się podnosi, pojawiają się zarzuty i pytania w rodzaju „czy w ogóle Ci na mnie zależy”.
- Zamknięcie. Osoba unikająca zamyka się całkowicie - milczy, wychodzi, przestaje odpowiadać. To jej sposób na obniżenie pobudzenia, ale dla drugiej strony wygląda jak potwierdzenie porzucenia.
- Kapitulacja albo wybuch. Albo osoba lękowa przeprasza za wszystko, byle odzyskać kontakt, albo dochodzi do awantury, po której oboje czują się gorzej.
Po takiej sekwencji zwykle następuje faza pojednania, która przynosi ulgę i chwilową bliskość. To właśnie ona sprawia, że cykl się utrwala: kończy się czymś przyjemnym, więc mózg zapamiętuje go jako sensowny.
Czego nie robić, gdy cykl już ruszył
Najważniejsza zasada brzmi: w trakcie eskalacji nie da się rozwiązać sprawy, o którą pierwotnie poszło. Przy wysokim pobudzeniu fizjologicznym oboje tracą dostęp do tego, co potrafią na co dzień - słuchania, precyzji, poczucia humoru.
- Nie zmuszaj do rozmowy „tu i teraz”. Rozmowa prowadzona wbrew wycofaniu prawie nigdy nie kończy się porozumieniem.
- Nie wychodź bez słowa. Wycofanie bez zapowiedzi jest dla osoby lękowej najsilniejszym możliwym bodźcem alarmowym.
- Nie interpretuj motywów na głos. „Ty po prostu nie potrafisz kochać” i „ty chcesz mnie kontrolować” to zdania, po których rozmowa przestaje dotyczyć faktów.
- Nie zbieraj argumentów z przeszłości. Rozszerzanie kłótni na trzy lata wstecz gwarantuje, że nic nie zostanie rozwiązane.
Lękowy i unikający styl przywiązania w związku: co realnie przerywa cykl
Zmiana nie polega na tym, że jedna strona przestaje mieć swoje potrzeby. Polega na wprowadzeniu kilku uzgodnień, które rozbrajają automatyzm.
Przerwa z konkretnym terminem. To pojedynczy element o największej skuteczności w tym układzie. Nie „daj mi spokój”, tylko „potrzebuję dwudziestu minut, wracamy do tego o dwudziestej”. Osoba unikająca dostaje przestrzeń, której potrzebuje, żeby obniżyć pobudzenie. Osoba lękowa dostaje to, czego potrzebuje ona: określoność. Lęk przed porzuceniem karmi się nieokreślonością, nie samą przerwą.
Rozdzielenie prośby od zarzutu. „Chciałabym, żebyśmy w sobotę spędzili razem popołudnie” to prośba. „Nigdy nie masz dla mnie czasu” to zarzut. Pierwsza forma daje szansę na odpowiedź, druga uruchamia obronę.
Krótkie sygnały zamiast długich rozmów. Dla osoby unikającej godzinna rozmowa o uczuciach bywa nie do udźwignięcia. Krótki komunikat - „mam dziś ciężki dzień, wieczorem będę” - kosztuje ją niewiele, a drugiej stronie realnie obniża napięcie.
Uzgodnienie minimum kontaktu. Jedna wiadomość w ciągu dnia to konkret, który da się wykonać albo nie. „Bądź bardziej dostępny” to oczekiwanie, którego nie da się ani spełnić, ani sprawdzić.
Co może zrobić każda ze stron osobno
Osoba z wysokim lękiem przywiązaniowym zyskuje najwięcej, budując drugi kanał regulacji napięcia - taki, który nie wymaga natychmiastowej reakcji partnera. Konkretne techniki opisujemy w przewodniku o tym, jak radzić sobie z lękowym stylem przywiązania na co dzień. Druga ważna zmiana to mówienie o potrzebie wprost, zamiast testowania, czy druga osoba sama się domyśli.
Osoba z wysokim unikaniem bliskości zyskuje najwięcej, ucząc się zapowiadać wycofanie zamiast znikać. Różnica między „potrzebuję chwili, wrócę” a milczeniem jest z jej perspektywy niewielka, a dla partnera ogromna. Drugi krok to nazywanie stanu, zanim narośnie: „czuję, że się spinam” jest łatwiejsze do usłyszenia niż wyjście z pokoju po dwóch godzinach.
Kiedy warto pójść po pomoc
Pary utknięte w tym cyklu często próbują rozwiązać go same przez lata, z coraz mniejszym skutkiem, bo mechanizm jest samopodtrzymujący. W pracy z takimi parami stosuje się między innymi terapię skoncentrowaną na emocjach, której podstawą jest właśnie rozpoznanie i zatrzymanie powtarzającego się cyklu. Przegląd badań nad tym podejściem przedstawili Wiebe i Johnson (2016, Family Process).
Rozważcie terapię par, jeśli:
- ten sam schemat kłótni powtarza się od miesięcy, niezależnie od tematu;
- przerwy w kontakcie po konflikcie wydłużają się z godzin do dni;
- jedno z Was zaczęło unikać poruszania jakichkolwiek trudnych tematów;
- rozmowy kończą się wnioskiem, że problemem jest charakter drugiej osoby.
Czasem sensowniejszym pierwszym krokiem jest praca indywidualna - zwłaszcza gdy wzorzec powtarza się w kolejnych związkach albo gdy jedna strona nie jest gotowa na wspólne spotkania. Wtedy warto zacząć od psychoterapii indywidualnej.
Kiedy to nie jest „taniec przywiązaniowy”
To rozróżnienie jest ważniejsze niż cała reszta artykułu. Opisany cykl zakłada dwie osoby, które nawzajem się ranią, nie chcąc tego. Są sytuacje, w których język stylów przywiązania nie jest właściwym opisem i bywa wręcz szkodliwy, bo usprawiedliwia krzywdzenie.
Mowa o kontrolowaniu finansów, izolowaniu od rodziny i znajomych, upokarzaniu, zastraszaniu, przemocy fizycznej lub seksualnej oraz o systematycznym podważaniu Twojego postrzegania rzeczywistości. To nie są przejawy unikania bliskości ani lęku przed porzuceniem. Sygnały, na które warto zwrócić uwagę, opisujemy w tekście o sygnałach ostrzegawczych w relacji.
Jeśli rozpoznajesz u siebie taką sytuację, terapia par nie jest pierwszym krokiem - w relacjach z przemocą bywa wręcz przeciwwskazana. Pierwszym krokiem jest bezpieczeństwo i kontakt z osobą, która pomoże ocenić ryzyko. Całodobowy numer Niebieskiej Linii: 800 120 002. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia zadzwoń pod numer 112. Możesz też skorzystać z interwencji kryzysowej.
Gdzie się zgłosić
W Centrum Psychologicznym Sztuka Harmonii w Gdańsku prowadzimy terapię par oraz psychoterapię indywidualną dla osób, które chcą wyjść z powtarzającego się schematu w relacji. Na pierwszym spotkaniu ustalamy, czy sensowniejsza będzie praca wspólna, czy osobna. Umów wizytę: 732 059 980.
Ten artykuł ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą ani diagnozy. Jeśli opisane trudności utrudniają Ci codzienne funkcjonowanie, umów się na spotkanie.


